niedziela, 7 stycznia 2018

Pozwolić prowadzić się Bożemu słowu

Owoce duchowych zmagań i walki Maryi były dobre, ponieważ Ona uważnie słuchała Bożego słowa i pozwalała się mu prowadzić. Z każdej najtrudniejszej sytuacji znajdowała wyjście. Gdy Smok zagrażał jej Dziecku, zbiegła na pustynię. Owo apokaliptyczne wyrażenie zbiegła na pustynię oddaje tę samą myśl co ewangeliczne słowa: rozważała, co by miało znaczyć to pozdrowienie (Łk 1, 29); zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu (Łk 2, 19); chowała wiernie wszystkie te sprawy w swym sercu (Łk 2, 51).
Mistrz prowadził swoją Uczennicę, karmiąc Ją swoim słowem. Oto Boskie słowo dla Niej: Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?; Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto?; [Czyż] jeszcze nie nadeszła godzina moja? Maryja jest Kobietą twórczą, która znajduje rozwiązanie zgodne z wolą Ojca w każdej, nawet najtrudniejszej sytuacji. Jest Kobietą poszukującą, która pozwala się prowadzić.
W naszych ludzkich poszukiwaniach powinniśmy się zmagać ze wspomnianymi logismoi, złymi myślami i namiętnościami po to, by nasze serca – wzorem serca Maryi – były wrażliwe na miłość Boga, by umiały Mu zaufać, by potrafiły współczuć, by stały się pełne miłosierdzia i prostej ludzkiej życzliwości. Mamy się wyzwalać z demonów: łakomstwa, nieczystości, chciwości, gniewu, acedii i wyniosłości. One bowiem obciążają ludzkie serce i sprawiają, że łatwo obrasta pychą. Aleksander Sołżenicyn w swoim monumentalnym dziele Archipelag Gułag, opisując nieprawości milionów ludzi stojących na straży imperium zła i organizujących cały więzienny „archipelag”, mówi: „Serce obrasta pychą, jak świnia sadłem”3.
Trzeba nam czuwać, by nasze serca nie obrastały pychą. Trzeba nam uczyć się pokory w każdej sytuacji, zarówno wtedy, gdy we wszystko opływamy, jak i wtedy, gdy cierpimy brak. Autor biblijny świadom takiego niebezpieczeństwa modli się: Nie dawaj mi bogactwa ni nędzy, żyw mnie chlebem niezbędnym, bym syty nie stał się niewierny, i nie rzekł: „A któż to jest Pan?” lub z biedy nie zaczął kraść i nie targnął się na imię mego Boga (Prz 30, 8-9). Święty Paweł zaś mówi: Umiem cierpieć biedę, umiem też korzystać z obfitości. Do wszystkich w ogóle warunków jestem zaprawiony: i być sytym, i głód cierpieć, korzystać z obfitości i doznawać niedostatku. Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia (Flp 4, 10-13).
Antidotum na wszystkie demony naszego serca to pokora i uniżenie na wzór uniżenia i pokory Wcielonego Słowa. On uniżył samego siebie, stając się posłusznym aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej (Flp 2, 8). To rozwiązanie jest w zasięgu naszych serc, umysłów i rąk. Karen Horney, amerykańska psycholog, mówi, że zasadniczym źródłem neurotyczności człowieka współczesnego jest „pogoń za własną wielkością”. Tymczasem w Psalmie 131 czytamy: Panie, moje serce nie jest wyniosłe i oczy moje nie patrzą z góry. Nie gonię za tym, co wielkie albo co przerasta moje siły. Przeciwnie: zaprowadziłem ład i spokój w mojej duszy (Ps 131, 1-2). Gdy człowiek goni za własną wielkością, wynosi się i pyszni, doświadcza uczuć niepokoju i lęku, które z czasem stają się nerwicowe i niszczące.
Maryja jest nam dana jako najwyższy wzór Kobiety czystej, pokornej i uniżonej. Oto ja służebnica Pańska – tylko tyle ma do powiedzenia, gdy Anioł Gabriel oznajmił Jej słowo Boga. Również obecność Maryi pod krzyżem jest znakiem pokory. Naśladując swojego Syna, uniża się aż do Jego śmierci – i to śmierci krzyżowej.


Brak komentarzy: