Owoce duchowych zmagań i walki Maryi były dobre, ponieważ Ona uważnie
słuchała Bożego słowa i pozwalała się mu prowadzić. Z każdej
najtrudniejszej sytuacji znajdowała wyjście. Gdy Smok zagrażał jej
Dziecku, zbiegła na pustynię. Owo apokaliptyczne wyrażenie zbiegła na
pustynię oddaje tę samą myśl co ewangeliczne słowa: rozważała, co by
miało znaczyć to pozdrowienie (Łk 1, 29); zachowywała wszystkie te
sprawy i rozważała je w swoim sercu (Łk 2, 19); chowała wiernie
wszystkie te sprawy w swym sercu (Łk 2, 51).
Mistrz prowadził swoją Uczennicę, karmiąc Ją swoim słowem. Oto Boskie
słowo dla Niej: Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co
należy do mego Ojca?; Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto?; [Czyż]
jeszcze nie nadeszła godzina moja? Maryja jest Kobietą twórczą, która
znajduje rozwiązanie zgodne z wolą Ojca w każdej, nawet najtrudniejszej
sytuacji. Jest Kobietą poszukującą, która pozwala się prowadzić.
W naszych ludzkich poszukiwaniach powinniśmy się zmagać ze
wspomnianymi logismoi, złymi myślami i namiętnościami po to, by nasze
serca – wzorem serca Maryi – były wrażliwe na miłość Boga, by umiały Mu
zaufać, by potrafiły współczuć, by stały się pełne miłosierdzia
i prostej ludzkiej życzliwości. Mamy się wyzwalać z demonów: łakomstwa,
nieczystości, chciwości, gniewu, acedii i wyniosłości. One bowiem
obciążają ludzkie serce i sprawiają, że łatwo obrasta pychą. Aleksander
Sołżenicyn w swoim monumentalnym dziele Archipelag Gułag, opisując
nieprawości milionów ludzi stojących na straży imperium zła
i organizujących cały więzienny „archipelag”, mówi: „Serce obrasta
pychą, jak świnia sadłem”3.
Trzeba nam czuwać, by nasze serca nie obrastały pychą. Trzeba nam
uczyć się pokory w każdej sytuacji, zarówno wtedy, gdy we wszystko
opływamy, jak i wtedy, gdy cierpimy brak. Autor biblijny świadom takiego
niebezpieczeństwa modli się: Nie dawaj mi bogactwa ni nędzy, żyw mnie
chlebem niezbędnym, bym syty nie stał się niewierny, i nie rzekł:
„A któż to jest Pan?” lub z biedy nie zaczął kraść i nie targnął się na
imię mego Boga (Prz 30, 8-9). Święty Paweł zaś mówi: Umiem cierpieć
biedę, umiem też korzystać z obfitości. Do wszystkich w ogóle warunków
jestem zaprawiony: i być sytym, i głód cierpieć, korzystać z obfitości
i doznawać niedostatku. Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia (Flp 4,
10-13).
Antidotum na wszystkie demony naszego serca to pokora i uniżenie na
wzór uniżenia i pokory Wcielonego Słowa. On uniżył samego siebie, stając
się posłusznym aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej (Flp 2, 8). To
rozwiązanie jest w zasięgu naszych serc, umysłów i rąk. Karen Horney,
amerykańska psycholog, mówi, że zasadniczym źródłem neurotyczności
człowieka współczesnego jest „pogoń za własną wielkością”. Tymczasem
w Psalmie 131 czytamy: Panie, moje serce nie jest wyniosłe i oczy moje
nie patrzą z góry. Nie gonię za tym, co wielkie albo co przerasta moje
siły. Przeciwnie: zaprowadziłem ład i spokój w mojej duszy (Ps 131,
1-2). Gdy człowiek goni za własną wielkością, wynosi się i pyszni,
doświadcza uczuć niepokoju i lęku, które z czasem stają się nerwicowe
i niszczące.
Maryja jest nam dana jako najwyższy wzór Kobiety czystej, pokornej
i uniżonej. Oto ja służebnica Pańska – tylko tyle ma do powiedzenia, gdy
Anioł Gabriel oznajmił Jej słowo Boga. Również obecność Maryi pod
krzyżem jest znakiem pokory. Naśladując swojego Syna, uniża się aż do
Jego śmierci – i to śmierci krzyżowej.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz