Gdy słyszymy, co twierdzi o sobie Jezus, mamy tylko cztery
możliwości. Musimy uznać Go albo za kłamcę, albo za szaleńca, albo za
legendę, albo za Prawdę. Jeśli stwierdzimy, że On nie jest Prawdą,
automatycznie podpisujemy się pod jedną z trzech pozostałych możliwości,
czy zdajemy sobie z tego sprawę czy nie.
(1) Pierwsza możliwość: Jezus kłamał, gdy mówił, że jest Bogiem -
wiedział, że Nim nie jest, ale świadomie zwodził swych słuchaczy, aby
przydać autorytetu swoim naukom. Niewielu poważnie przyjmuje takie
stanowisko. Nawet ci, którzy zaprzeczają boskości Jezusa, uważają Go za
wielkiego nauczyciela moralności. Te dwa stwierdzenia są ze sobą
sprzeczne. Jezus nie mógłby być wielkim nauczycielem moralności, gdyby w
najważniejszym punkcie swego nauczania - dotyczącym Jego tożsamości -
świadomie kłamał.
(2) Drugi wariant jest nieco łagodniejszy, choć nie mniej szokujący:
Jezus był szczery, ale oszukiwał samego siebie. Jeśli ktoś dziś
stwierdziłby, że jest Bogiem, nazwalibyśmy go szaleńcem. Tak też
powinniśmy nazwać Chrystusa, jeśli byłby zwiedziony w tak istotnej
kwestii. Gdy jednak oceniamy życie Chrystusa, nie widzimy oznak
szaleństwa czy braku równowagi psychicznej, jakie cechują osobę
obłąkaną. Widzimy natomiast człowieka będącego pod wielką presją, ale
zachowującego doskonałe opanowanie.
(3) Trzecia możliwość jest następująca: opowieści o Jezusie
twierdzącym, że jest Bogiem, to legenda. Stworzona została w trzecim i
czwartym wieku przez Jego entuzjastycznych uczniów, którzy włożyli w
usta Jezusa słowa, jakie zaskoczyłyby Jego samego. Gdyby Jezus
przypadkiem wrócił, natychmiast by się ich wyparł.
Teoria legendy została w znacznym stopniu obalona dzięki odkryciom
współczesnej archeologii. Wykazały one ponad wszelką wątpliwość, że
cztery biografie Chrystusa powstały za życia osób współczesnych
Chrystusowi. Zdaniem dra Williama F. Albrigtha, światowej sławy
archeologa i emerytowanego wykładowcy Johns Hopkins University, nie ma
żadnego powodu, by uznać, że którakolwiek z Ewangelii powstała później
niż w 70 r. po Chrystusie. To niewiarygodne, by zwykła legenda o
Chrystusie spisana w formie Ewangelii zdobyła taki rozgłos i wywarła tak
duży wpływ, jeśli nie opierałaby się na faktach.
Podobnie fantastyczną sprawą byłoby, gdyby ktoś w naszych czasach
napisał biografię Johna F. Kennedyego, w której ten twierdziłby, że jest
Bogiem i że może odpuszczać ludziom grzechy, a na końcu by
zmartwychwstał. Tak niedorzeczna historia nigdy nie spotkałaby się z
szerszym przyjęciem, ponieważ wciąż żyje zbyt wiele osób, które znały
Kennedyego. Teoria legendy nie może się obronić w świetle faktu
wczesnego datowania manuskryptów Ewangelii.
(4) Jedyna alternatywa, jaka nam pozostaje, jest taka, że Jezus mówił
prawdę. Należy jednak przyznać, że same słowa niewiele znaczą. Słowa są
tanie. Każdy może wygłaszać twierdzenia o swojej wielkości. Wiele
innych osób uważało się za Boga. Każdy z nas może stwierdzić, że jest
Bogiem, jednak pytanie brzmi: Jak możemy to udowodnić? Obalenie mojego
roszczenia tego rodzaju nie zajęłoby wam nawet pięciu minut, a w waszym
przypadku zapewne nie byłoby to znacznie trudniejsze. Jednak w przypadku
Jezusa z Nazaretu nie jest to takie proste. Miał w zanadrzu referencje,
które potwierdzały Jego tożsamość. Powiedział: „Choćbyście Mi nie
wierzyli, wierzcie cudom, których dokonuję, abyście poznali i
zrozumieli, że Ojciec jest we Mnie, a Ja w Ojcu” (Ewangelia Jana 10:38).

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz