Było to w październiku 2015 roku, przechodziłam akurat rekolekcje
i Duch Święty dał mi sytuację, w której w sposób delikatny pokazał mi
moje życie. Niegdyś zaliczyłabym takie zdarzenie do normalnych a nawet
zabawnych. Będąc u mojej koleżanki pomagałam jej dekorować dom
na zaślubiny jej syna, które miały się odbyć nazajutrz. Podczas
tej pracy zjechało się wiele młodzieży, synowie mojej koleżanki i ich
przyjaciele. Przyszły pan młody zaproponował spróbowanie alkoholu,
który miał być przeznaczony na tzw. wiejski stół. Nie odmówiłam. Podczas
całego spotkania rozmawialiśmy kulturalnie, ale wtrącane były żarty
o erotycznym charakterze, w których brałam udział. Nie zareagowałam
natomiast na żarty z wiary i religii. Po powrocie do domu strasznie
rozchorowałam się z powodu alkoholu. Kiedy rozmyślałam nad tą sytuacją
zaczęłam się wstydzić mojego zachowania. Zrozumiałam, że to spotkanie
było dla mnie próbą, w której poległam. Zrozumiałam, że alkohol to zło.
Zrozumiałam, że żarty erotyczne to zło. Naprawdę się tego wstydziłam.
Wyobraziłam sobie, że gdyby Jezus stał tam cały czas koło mnie, to tak
bym się nie zachowywała. Zrozumiałam, że przecież On tam był.
Wylosowałam cytat w internetowej Biblii, który brzmiał:
„<> [ Jezus]
wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł <> I natychmiast został oczyszczony” Łk 5, 12-13.
Wcześniej prosiłam Boga o uzdrowienie z tych pragnień alkoholu
i papierosów. Bóg zesłał mi świadomość tego czynu. Odmienił
moje spojrzenie na to zachowanie. W książce o. Kozłowskiego* znalazłam
takie zdanie: „po świadomym przywołaniu Ducha Świętego ujawnia się
bowiem realna nowość życia, którą staje się odmienne od dotychczasowego
sposobu doświadczania istnienia”. Gdy przeczytałam te słowa zdałam sobie
sprawę z tego, że Duch Święty prawdziwie działa w moim życiu, a ja
zaczynam to rozpoznawać. Jakże dziwne to uczucie i zachwycające….
Kiedy zapadałam w ten zachwyt coraz bardziej i bardziej stało się coś
co do tej pory nie potrafię nazwać… W tym momencie moje istnienie
odnalazło Boga Ojca w bezpiecznym domu. Tatę, który troszczy się o to,
że jestem chora i tak długo chorowałam. Troszczy się o to, że jestem
zmęczona. Prosi, abym się przytuliła. Utula mnie jak Matka Boża tuliła
ciało Jezusa Chrystusa zdjęte z krzyża. Moje istnienie samo oddaje
chwałę Panu. Brzmi swoją pieśnią unoszącą się do Pana. Zobaczyłam ludzi
jako dywan, który ma splątane włosy. Te włosy to pieśni istnienia
każdego z nas. Niektóre unoszą się do Boga, ale wiele jest splątanych
i pochylonych w dół. Odczułam pragnienie, aby moja pieśń poniosła
ze sobą inne…
To jest Duch Święty
* o. Józef Kozłowski SJ, Seminarium 2, ”Duch Święty w działaniu”
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz