niedziela, 1 lipca 2018

Wskrzeszenie córki Jaira

Z Ewangelii według świętego Marka (5, 21-43)

Gdy Jezus przeprawił się z powrotem łodzią na drugi brzeg, zebrał się wielki tłum wokół Niego, a On był jeszcze nad jeziorem. Wtedy przyszedł jeden z przełożonych synagogi, imieniem Jair. Gdy Go ujrzał, upadł Mu do nóg i prosił usilnie: «Moja córeczka dogorywa, przyjdź i połóż na nią ręce, aby ocalała i żyła». Poszedł więc z nim, a wielki tłum szedł za Nim. Przyszli ludzie do przełożonego synagogi i donieśli: «Twoja córka umarła, czemu jeszcze trudzisz Nauczyciela?» Lecz Jezus słysząc, co mówiono, rzekł przełożonemu synagogi: «Nie bój się, tylko wierz». I nie pozwolił nikomu iść z sobą z wyjątkiem Piotra, Jakuba i Jana, brata Jakubowego. Tak przyszli do domu przełożonego synagogi. Wobec zamieszania, płaczu i głośnego zawodzenia wszedł i rzekł do nich: «Czemu robicie zgiełk i płaczecie? Dziecko nie umarło, tylko śpi». I wyśmiewali Go. Lecz On odsunął wszystkich, wziął z sobą tylko ojca, matkę dziecka oraz tych, którzy z Nim byli, i wszedł tam, gdzie dziecko leżało. Ująwszy dziewczynkę za rękę, rzekł do niej: «Talitha kum», to znaczy: «Dziewczynko, mówię ci, wstań». Dziewczynka natychmiast wstała i chodziła, miała bowiem dwanaście lat. I osłupieli wprost ze zdumienia. Przykazał im też z naciskiem, żeby nikt o tym nie wiedział, i polecił, aby jej dano jeść.






Wspomnienie bł. Doroty z Mątowów

Bł. Dorota urodziła się w Mątowach Wielkich w roku 1347. W młodości została wydana za mąż i urodziła 9 dzieci. Będąc zapobiegliwą gospodynią domu, stale dążyła do chrześcijańskiej doskonałości. Po śmierci męża udała się do Kwidzyna, aby korzystać z kierownictwa wybitnego teologa Jana. Za jego pozwoleniem zamknęła się w celi obok kościoła katedralnego i oddała się modlitwie i pokucie. Zmarła 25 czerwca 1394 roku.

Modlitwa: Boże, źródło wszelkich łask, Ty z ojcowską dobrocią wysłuchujesz wszystkich wzywających Twojego miłosierdzia, za wstawiennictwem błogosławionej Doroty wspomagaj nas w naszych potrzebach, aby Twoja łaska, którą otrzymujemy na ziemi, przyniosła nam owoc życia wiecznego w niebie. Amen.

24 czerwca - Święto Narodzenia św. Jana Chrzciciela

Święto narodzenia św. Jana Chrzciciela, proroka zwiastującego przyjście Chrystusa i urodzonego sześć miesięcy przed Nim, obchodzi się 24 czerwca. Jest to jedno z najstarszych świąt w liturgii Kościoła. Św. Jan Chrzciciel był synem Zachariasza i Elżbiety, krewnej Najświętszej Maryi Panny. Tradycja umieszcza dom, w którym przyszedł na świat, niedaleko wioski Ain-Karin, dziesięć kilometrów na zachód od Jerozolimy. W miejscu tym zbudowano później kościół franciszkański pod wezwaniem św. Jana w Górach.

Wiadomości o św. Janie, o którym Jezus powiedział: "Między narodzonymi z niewiast nie powstał większy od Jana Chrzciciela" (Mt 11, 11) zawarte są w Piśmie świętym. Mówi się tam o jego uświęceniu przed narodzinami i jego męczeńskiej śmierci za panowania króla Heroda. Oddając mu cześć, Kościół wyróżniał go zawsze spośród sług Bożych. Ich święta obchodzi się w dzień ich śmierci, upamiętniając moment ich ostatecznego zwycięstwa: św. Jana Chrzciciela czcimy w dniu jego narodzin, przyszedł bowiem na świat wolny od grzechu pierworodnego. Z tego samego powodu obchodzimy święto Narodzin - Niepokalanie Poczętej Maryi Panny.

W trzydzieści lat po narodzeniu Jezusa - zanim rozpoczął On swoje życie publiczne - Jan podjął nad rzeką Jordan powierzoną mu misję. Był ostatnim prorokiem Starego Przymierza. Jego zadaniem było przygotowanie drogi Panu, zapowiedź nadejścia długo oczekiwanego Mesjasza, Odkupiciela, w którym "wszyscy ludzie ujrzą zbawienie Boże" (Łk 3, 6; por. Iz 40, 3-5). Zanim Jan przyszedł na świat, anioł zapowiedział Zachariaszowi, jego ojcu, że "wielu z jego narodzenia cieszyć się będzie" (Łk 1, 14). Dzień 24 czerwca jest jednym z najbardziej radosnych świąt roku. Dawniej obchodzono go w różnych krajach z jeszcze większym niż obecnie weselem, któremu w rozmaity sposób dawano wyraz. W wigilię tego święta zapalano np. na szczytach wzgórz tzw. "ognie św. Jana". Gdzieniegdzie do dziś zachowuje się ten zwyczaj. "Zaledwie zgasły ostatnie promienie zachodzącego słońca, gdy nad całym światem zabłysły olbrzymie snopy płomieni, trysnęły z każdego wierzchołka góry i na krótko zostało oświetlone każde miasto, każda wioska, każdy przysiółek" (Dom. P.L.P. Gueranger).

Modlitwa: Wszechmogący Boże, spraw, aby Twoi wierni kroczyli drogą zbawienia i posłuszni napomnieniom świętego Jana Chrzciciela bezpiecznie doszli do zapowiedzianego przezeń naszego Pana Jezusa Chrystusa. Amen.

Uzdrowienie sługi setnika

Z Ewangelii według świętego Mateusza (8, 5-17)


Gdy Jezus wszedł do Kafarnaum, zwrócił się do Niego setnik i prosił Go, mówiąc: „Panie, sługa mój leży w domu sparaliżowany i bardzo cierpi”. Rzekł mu Jezus: „Przyjdę i uzdrowię go”. Lecz setnik odpowiedział: „Panie, nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój, ale powiedz tylko słowo, a mój sługa odzyska zdrowie. Bo i ja, choć podlegam władzy, mam pod sobą żołnierzy. Mówię temu: «Idź», a idzie; drugiemu: «Chodź tu», a przychodzi; a słudze: «Zrób to», a robi»”. Gdy Jezus to usłyszał, zdziwił się i rzekł do tych, którzy szli za Nim: „Zaprawdę powiadam wam: U nikogo w Izraelu nie znalazłem tak wielkiej wiary. Lecz powiadam wam: Wielu przyjdzie ze wschodu i zachodu, i zasiądą do stołu z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem w królestwie niebieskim. A synowie królestwa zostaną wyrzuceni na zewnątrz w ciemność; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów”. Do setnika zaś Jezus rzekł: „Idź, niech ci się stanie, jak uwierzyłeś”. I o tej godzinie jego sługa odzyskał zdrowie. Gdy Jezus przyszedł do domu Piotra, ujrzał jego teściową, leżącą w gorączce. Ujął ją za rękę, a gorączka opuściła ją. Wstała i usługiwała Mu. Z nastaniem wieczora przyprowadzono Mu wielu opętanych. On słowem wypędził złe duchy i wszystkich chorych uzdrowił. Tak oto spełniło się słowo proroka Izajasza: „On wziął na siebie nasze słabości i nosił nasze choroby”.
 


Jakie jest Twoje imię?Monika A. Oleksa



Piotr i Paweł. Dwóch apostołów z gorliwością głoszących Słowo Boże, z których każdy musiał przejść wyboistą drogę, aby dojrzeć do tego, kim się stał. Wybrani, każdy w inny sposób, ale obaj do tego samego celu – świadczenia o Tym, który jest fundamentem Kościoła.
„My bowiem jesteśmy pomocnikami Boga, wy zaś uprawną rolą Bożą i Bożą budowlą. Według danej mi łaski Bożej, jako roztropny budowniczy, położyłem fundament, ktoś inny zaś wznosi budynek. Niech każdy jednak baczy na to, jak buduje. Fundamentu bowiem nikt nie może położyć innego jak ten, który jest położony, a którym jest Jezus Chrystus.” (1 Kr 3, 9-11)
Prosty rybak i wykształcony Żyd z zamożnej rodziny, zupełnie różni, ale jaśniejący tym samym światłem po osobistym spotkaniu z Tym, który jest źródłem tego światła.
„Ty jesteś Piotr, czyli Opoka, i na tej opoce zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego, cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie.” (Mt 16, 18-19)
Piotr, który z człowieka słabego i początkowo niewiele rozumiejącego z nauczania Jezusa, gubiącego się w drodze, którą wybrał podążając za Mistrzem i potykającego o własną niezdarność, staje się Kefasem – skałą i opoką, i to nowe imię otrzymuje od samego Jezusa, świadomego wszystkich słabości Piotra. Wraz z nowym imieniem, umocniony Duchem Świętym, dostaje siłę, aby z odwagą i pełnym już przekonaniem iść i głosić Tego, który jest Drogą, Prawdą i Życiem.
Paweł, najbardziej wykształcony z apostołów, świadek Chrystusa z niezwykle bogatą osobowością, niestrudzony misjonarz, który zmienił starożytny świat swoją działalnością apostolską; potrzebował dotyku Chrystusa i osobistego z Nim spotkania w drodze do Damaszku, aby z człowieka, który „siał grozę i dyszał żądzą zabijania uczniów Pańskich”, zostać mistykiem zanurzonym w Chrystusie, i aby ten, u którego krzyż wywoływał oburzenie, stał się uczniem Ukrzyżowanego i Jego głosicielem dla wszystkich narodów.
Nowe imiona.
Każde osobiste spotkanie z Jezusem Chrystusem sprawia, że otrzymujemy nowe imię. Nadaje nam je Ten, który chce nas prowadzić prosząc, abyśmy Mu zaufali. We wszystkim.
Nie jest to łatwe, bo współczesny świat proponuje nam swoje rozwiązania na nasze problemy, kusząc kolorowymi okładkami czasopism, udzielając rad i migając przed oczami zmieniającymi się scenami na ekranie telewizora. Gubimy się w rzeczywistości, która nas otacza i często nie potrafimy już nawet sami sobie odpowiedzieć na pytanie: Kim jestem? Jakie imię noszę, wpisane w swoje serce i komu pozwalam tym sercem zawładnąć?
Prawdziwe imię, które nosi w sobie każdy człowiek, zawsze przychodzi do nas z zewnątrz i zawsze nadawane jest przez kogoś, kto ma siłę prawdziwego autorytetu. Żaden z ludzi nie może nam tego dać; to imię dostajemy od Boga, który – podobnie jak Piotra, zna nas najlepiej i tylko On może nam powiedzieć całą prawdę o nas. Tylko On nadaje mi prawdziwe imię, bo tylko On wie, kim jestem i do czego zostałem powołany.
„Każdy jest obdarowany przez Boga inaczej” (św. Paweł z Listu do Koryntian).
Czy wiesz, jakie są podstawowe imiona twojej prawdziwej tożsamości? Jesteś dziełem Boga – cudownie przez Niego stworzonym. On zna cię tak, jak nikt inny i wie o tobie dużo więcej, niż ty sam o sobie. Żaden z wielkich filarów Kościoła nie mógł nawet przewidzieć, że zostanie wybrany, a jednak Pan Bóg miał swój własny plan powołując zarówno Piotra i Pawła, jak i tysiące tych, którzy poszli śladami wielkich apostołów. Wobec każdego z nas Bóg ma swój plan i codziennie wychodzi naprzeciw ciebie czekając, aż zaprosisz Go do swojego życia. Kocha cię tak bardzo, że chce razem z tobą dzielić to, co wypełnia twoją codzienność. Chce śmiać się razem z tobą i pomóc ci nieść ciężary, które napotykasz na swojej drodze. Chce budzić się razem z tobą i z tobą zasypiać. Chce, żebyś opowiadał Mu o sobie i o tym, co cię w tym dniu spotkało, co ci się przydarzyło, co cię zasmuciło i zraniło. Chce być z tobą i chce współdziałać z tobą we wszystkim, czego się podejmujesz, ale nie uczyni tego bez twojego zaproszenia i przyjęcia Go do swojego domu i życia. On dał ci wolną wolę i szanuje twoje wybory, jakiekolwiek by one nie były. Nikt inny nie zna ciebie tak jak On, i nikt nigdy nie obdarzy cię taką miłością, z jaką On przyjmuje ciebie. Bo jesteś dla niego ważna i ważny. Zawsze byłeś i zawsze będziesz. To takie proste, a jednak ludzie błądzą, poszukując wyjaśnień, wytłumaczeń i pojęcia niepojętego. A klucz do całej prawdy jest na wyciągnięcie ręki – w Słowie Bożym, które jest nośnikiem prawdy o nas, danym nam przez Boga. Tam jest wszystko. Odpowiedź na każde pytanie, nawet to, które boimy się zadać. Wskazówki, którędy iść, aby nie zbłądzić. I zaskakująca prawda o tobie samym, którą odkryjesz, czytając drobne linijki zapisanych stron Biblii i wsłuchując się w nie sercem. Bo tylko sercem usłyszysz to, co chce ci powiedzieć Pan. Bardzo osobiście, tylko do ciebie, w relacji Ojciec – ukochana córka i ukochany syn, jeśli Go przyjmiesz do swojego życia czyniąc Jezusa Chrystusa swoim Panem i Zbawicielem, i stając się przez to umiłowanym dzieckiem Bożym, o które Bóg się troszczy i którego nigdy nie opuści.
Jakie jest twoje imię? Usłyszysz je, jeśli dasz się poprowadzić tak, jak Piotr i Paweł, i tak jak oni zostaniesz obdarowany imieniem, jakie przeznaczył dla ciebie Ten, który cię kocha. Bóg Ojciec.

Wspomnienie św. Edeldredy, dziewicy


Ta święta dziewica była trzecią córką Annasa, świętego króla Wschodniej Anglii. Jej siostry, Seksburga, Edelburga i Withburga, także są wymieniane wśród świętych. Spełniając życzenie rodziców poślubiła księcia Tonberta, ale pozostała dziewicą, gdyż żyli w ciągłej wstrzemięźliwości. W trzy lata po ślubie mąż jej zmarł, ona zaś schroniła się na wyspie Ely, gdzie prowadziła przez pięć lat samotne życie kontemplacyjne.

Wieści o niej dotarły do Egfryda, potężnego króla Northumbrii, który zmusił ją, by zgodziła się go poślubić. W ten sposób po raz drugi weszła w stan małżeński, ale i teraz była dla męża raczej siostrą niż żoną, cały swój czas poświęcając ćwiczeniom pobożnym i miłosierdziu. W końcu po dwunastu latach małżeństwa za radą św. Wilfryda wstąpiła do zakonu. Mąż udzielił na to zgody, chociaż niechętnie. Schroniła się w klasztorze, którym kierowała ciotka jej męża.

W roku 672 powróciła na wyspę Ely i założyła klasztor. Stała się wzorem cnoty i doskonałości dla wszystkich swoich sióstr. Prowadziła bardzo surowy tryb życia. Cierpienia były dla niej rozkoszą. Dziękowała Bogu, że pozwolił jej doznać ich tak wiele, szczególnie podczas ostatniej długotrwałej choroby. Św. Edeldreda zmarła 23 czerwca 679 roku.

Modlitwa: Panie Boże, obsypałeś niebiańskimi darami św. Edeldredę. Pomóż nam naśladować jej cnoty w naszym życiu na ziemi i cieszyć się razem z nią szczęściem w niebie. Amen.